PalArt
30/09/2022
Kolej rzeczy jest taka że tam gdzie coś umiera bywa że narodzi się nowe. Ćmy nie żyją długo ale najczęściej z powodu pogoni za światłem. Tak jak Ikar ostatecznie przepadł w morzu, wcześniej spalony Słońcem, tak i Wrocławskie Ćmy ostatecznie się wypaliły. Ale jak wspomniałem, nie na marne. Projekt, przynajmniej dla poszczególnych ciem w jakimś sensie się udał i zostały zrealizowane ostatecznie jego założenia. Czas na nowe. Widzimy się tutaj niebawem. Czas na zmartwychwstanie.
Ćma zainspirowana Feniksem
Wiele jest filmów w gatunku sacience-fiction które poruszają kwestie ludzkości, rozwoju cywilizacyjnego, i kwestii ewolucji ale w mojej opinii dziełem kompletnym obejmującym tą tematykę jest film Kubricka - „2001: Odyseja Kosmiczna”. Jako miłośnik
fantastyki naukowej dosyć szybko, bowiem jako trzynastolatek, obejrzałem film po raz pierwszy. Reakcje na pierwsze sceny i ujęcia, czy tez precyzyjniej, pierwszy akt, pamiętam do dzisiaj. Doskonała synergia muzyki i gry aktorskiej oraz enigmatyczny czarny monolit nie pozwolił na oderwanie się od filmu, dzięki czemu, być może mocno górnolotnie, po raz pierwszy w swoim życiu nie tylko oglądałem ale „chłonąłem” film. Tak jak Ja sam, tak i moja
interpretacja Odysei dorastała i ulegała zmianie. Z powodu tego jak ogromny wpływ właśnie to dzieło Kubricka miało na mnie postanowiłem podjąć się opisu właśnie tego tytułu. Mam
jednak na uwadze, że ze względu na wręcz dogmatyczne do Odysei podejście może zabraknąć w nim dostatecznej nuty krytycyzmu, a nawet obiektywizmu.
Odyseja jest filmem z wyraźną strukturą trójaktową, akt pierwszy czyli „świt ludzkości”, „misja na Jowisza” oraz” Jowisz i w głąb nieskończoności”. Pierwszy akt filmu rozpoczyna się ciemnością, z której wyłania się Księżyc oraz Ziemia oświetlana przez Słońce znajdujące się na dalszym planie. Układ planet jest wyraźnie
symetryczny, wydają się ułożone dosłownie w równej linii. Przedstawione jest więc zjawisko zaćmienia Księżyca. Kolejne ujęcia pierwszego aktu to już sama Ziemia. Pierwsze 13 ujęć
przedstawiające Ziemie, są statyczne, niemal nieruchome. Dopiero po ujęciach przedstawiających szczątki zwierząt i bliżej nieokreślonego człekokształtnego możemy spojrzeć na pierwszych bohaterów filmu. Jest to stado bliżej nieokreślonych
człekokształtnych. Kolejne ujęcia ukazują ich życie, zagrożenia i trudności takie jak rywalizacja o dostęp do wody z innym stadem czy drapieżnik który z łatwością jest w stanie je zabić. Stado jest częścią środowiska, w którym funkcjonuje i jakby nie patrzeć. częścią królestwa zwierząt mimo, że z „ludzką twarzą” co sugeruje przedstawienie emocji takich jak strach ,wrogość czy podniecenie. Scenę kończy noc, która w poszczególnych członkach stada
budzi przerażanie i niepewność dzięki czemu widzimy że stado reprezentuje gatunek będący protoplastą homo sapiens sapiens. Kiedy noc się kończy bohaterowie konfrontują się z
nowym, nieznanym dotąd elementem otoczenia. W miejscu legowiska pojawia się bowiem obiekt budzący jednocześnie przerażenie jak i zaciekawienie. Jest to monolit. Od jego
pierwszego przedstawienia do każdego kolejnego jest eksponowany niemal identycznie. Obiekt ten niezależnie czy jest to Ziemia, Księżyc czy orbita Jowisza wyraźnie umiejscawiany jest w kontekście Układu Słonczego a przede wszystkim samego Słońca. On sam jest z kolei hipnotycznie czarny i w kształcie prostokąta budząc w ten sposób jeszcze wyraźniejszy kontrast do naszej rodzimej gwiazdy. Czarny obiekt ukazany jest przez Kubricka epicko czy wręcz bosko dla stada. Mimo wspomnianego przerażenia jesteśmy jednak świadkiem w którym jeden z członków
stada podejmuje się dotknięcia go. Moment ten jest dla poszczególnych odbiorców widoczny inaczej jednak w moim wypadku nie potrafię wyzbyć się skojarzenia do innych dzieł kultury. Przede wszystkim widzę w tym ujęciu nawiązanie do fresku Michała Anioła „Stworzenie Adama”. Samemu monolitowi jednak odebrałbym kulturową rolę Boga, a przynajmniej w religijno-teologicznym znaczeniu. Efekt konfrontacji stada z Monolitem nie wybrzmiewa wprost ale dalsze ich losy nie pozwalają wyzbyć się myśli że jest to inicjator dalszych wydarzeń. Tak jak nazwano sam akt tak też możemy nazwać wszystko co następuje po
spotkaniu go przez bohaterów. Stajemy się świadkami narodzin człowieka. Pierwszego narzędzia, polowania, w końcu zabójstwa czy też najzwyklejszego poczucia władzy. Szczególną jednak role odgrywa tutaj właśnie pierwsze narzędzie użyte przez pierwszego
„konstruktora”. Narzędzie to daje bowiem jednocześnie pożywienie z innego gatunku ale również i śmierć przeciwnika z wrogiego stada. Według mnie nie bez znaczenia jest tutaj
ostatnie ujęcie sceny zabójstwa gdzie kość – narzędzie, zostaje podrzucona w górę. Jej następstwem jest już kolejna scena ukazująca nam lot na Księżyc. Subiektywnie dobieram to
jako symbol samego ludzkiego rozwoju i postępu który uzależniony jest wręcz od destrukcji czy mówiąc dosadniej, śmierci. Ostatnie sceny pierwszego aktu dają nam możliwość zapoznania się już z potomkami przedstawionego wcześniej stada. Głównym bohaterem jest tutaj Dr. Floyd. Przez przedstawiciela Narodowej Rady Astronautyki dowiadujemy się o odkryciu nowego Monolitu, tym razem odnalezionego i następnie odkopanego spod powierzchni Księżyca. Tym razem niepewność i przerażenie stada zastąpione jest suchym sceptycyzmem i racjonalnym empiryzmem reprezentowanym przez grono naukowców na czele z samym doktorem. Sam fakt pojawienia się czarnego obiektu jest dostępny tylko wyłącznie dla ścisłego grona i ściśle chroniony przed opinią publiczną. Na koniec tego aktu także następuje konfrontacja z tajemniczym obiektem podczas której po dotknięciu następuje
bliżej niewytłumaczalny impuls dźwiękowy.
Ujęcie z dołu na Monolity na tle Słońca i krawędzi Ziemi kończy pierwszy akt i wprowadza do aktu drugiego ukazującego misje na Jowisza18 miesięcy później. W tej części filmu Kubrick w niesamowity sposób ukazuje samotność i bezkres Kosmosu jednocześnie pozwalając widzowi stać się cichym obserwatorem życia załogi - dwóch astronautów: Dave’a Bowman’a, Frank’a Poole’a oraz nowoczesnego komputera pokładowego Hala 9000. Jak dowiadujemy się pod koniec tego aktu sama misja nie jest wyłącznie pierwsza załogową wyprawą na Jowisza a konsekwencją impulsu który pozbawił jakiejkolwiek użyteczności Księżycowy Monolit.
Główna oś fabularna skupia się w drugim akcie na relacji między astronautami i Hale’em. Relacja ta może być postrzegana w dwóch płaszczyznach. Po pierwsze Hal jest kolejnym ludzkim narzędziem, w dodatku narzędziem niemal doskonałym. Pokazuje swoją
egzystencją i działaniami że człowiek stał się dosłownie „stworzycielem”, twórcą potrafiącym nadać świadomość swoim własnym narzędziom które, tak jak w pierwszym akcie,
początkowo były po prostu wydobywane ze środowiska, natury. Tak oto w drugim akcie widzimy komputer który nie tylko jest w stanie komunikować się z astronautami ale przede wszystkim jest nadzorcą całości wyprawy - odysei. Choć w kwestii technologicznej jest to niewątpliwie sukces człowieka to jednocześnie Hal staje się symbolem ludzkiej niedoskonałości. Poszczególne czynności, czy w końcu główna intryga mająca na celu uratowanie wyprawy w opinii Hala, pokazuje poprzez działania Bowmana i Poola’a że
człowiekowi nadal blisko jest człekokształtnym z pierwszego aktu. Mimo możliwości tworzenia narzędzi o mocy obliczeniowej większej od ludzkiego mózgu to sam człowiek uzależniony jest od emocji, kontaktów społecznych, empatii czy najzwyklejszych czynności fizjologicznych. Z drugiej jednak strony Kubrick wdaje się podejmować polemikę na temat prawdziwego oblicza człowieczeństwa czy tez raczej tego w jaką stronę zmierza. Kim byłby człowiek który byłby pozbawiony swojej niedoskonałości w postaci empatii, gniewu czy strachu? Stałby się Halem, bezdusznym komputerem, maszyna pozbawioną uczuć która kieruje się wyłącznie analizą i racjonalizmem pozbawionym jednak szeroko pojmowanego humanizmu. W ten sposób po zabójstwie doktora Poola, widzimy rozgrywkę między ludzką niedoskonałością skupioną w osobie Bowmana a komputerem który pozbawiony jest
wszelkich uczuć. Konflikt ten jest nie tylko walką o ich życie ale także wartościami, rozgrywka o prawdziwe „człowieczeństwo”. Ich walka kończy się ostatecznie wyłączeniem, czy raczej zabójstwem, Hala. Scena „śmierci” pokazuje jednocześnie refleksje elektronicznej
świadomości która co prawda mówi o śmierci ale jednocześnie próbuje tłumaczyć się pomyłką która doprowadziła do śmierci czterech osób. Moment ten jeszcze uwypukla konflikt charakterologiczny obu bohaterów a „wgrana” Bowmana jest w mojej opinii odpowiedzią reżysera na prawdziwą naturę człowieka - naturę niedoskonałości.
Trzeci, kończący Odyseje akt, jeszcze bardziej podkreśla wizje Kubricka dotyczącą definicji człowieczeństwa jednak z naciskiem na odpowiedź co jest prawdziwym celem życia. Bowmann, niczym Odyseusz, dociera jako jedyny do Monolitu znajdującego się na orbicie Jowisza. Podejmując próbę przechwycenia go rozpoczyna się tajemnicza wizualnie sekwencja która doprowadza bohatera do miejsca, jak się wdaje, poza czasem czy przestrzenią, w pokoju
w stylu wiktoriańskim. Tutaj bohater ma okazje spojrzeć na straszą wersje siebie, po czym przechodząc miedzy poszczególnymi ujęciami obserwuje „przebieg” swego życia aż do
momentu samej śmierci kiedy to ma okazje spojrzeć na sam Monolit. Po tym kontakcie, z wyciągniętą ręką, umiera a następnie pojawia się , jako zarodek, spoglądając na Ziemie. Całość tej sekwencji nie jest jednak wyłącznie śmiercią, to jednocześnie akt narodzin. Nie można interpretować tego zakończenia osobno bez kontekstu do pozostałych dwóch aktów a przede wszystkim bez analizy samego Monolitu która zostawiłem właśnie na koniec.
Popkulturowo kiedy rozpoczynany jest temat Odysei automatycznie pierwszym skojarzeniem jest właśnie on, czarny, megalityczny prostokąt z nieznanego materiału. Tak jak bohaterowie filmu: stado, nieco arogancki Floyd, Hal czy tez Bowmann tak i widz nie jest w stanie odpowiedzieć czym on dokładnie jest. Jednocześnie to właśnie ten obiekt jest napędem całości fabuły, aż do ponownych narodzin astronauty. Zdecydowanie jednak odrzuciłbym, co
wcześniej wspomniałem idee Boga, a jeżeli mielibyśmy już iść w podobnym kierunku bardziej odpowiedni byłby Prometeusz a dokładnie Prometeusz przekazujący ogień człowiekowi. Ogień z kolei jest niczym innym jak źródłem światła który jednocześnie ma silę tworzącą jak i niszczącą. Światło, które może pochodzić właśnie od źródła samego ognia to popkulturowo nic innego jak między innymi symbol wiedzy, intelektu ewolucji. Idąc tym
tropem Monolit to nic innego jak obraz czegoś bardziej nie znanego a jednocześnie równie absolutnego jak Bóg – w mojej opinii jest to myśl, świadomość czyli element tworzące
myślenie abstrakcyjne czyli wszystko to co jest napędem ludzkiego rozwoju oraz różnica miedzy człowiekiem a zwierzęciem. Kubrick rozpoczyna swoją Odyseje od świtu ludzkości, gdzie po raz kolejny mamy motywy światła chociażby poprzez synonimy tego słowa: Sun - słońce, daylight- świt/brzask. Skoro mamy świt według naturalnego porządku ziemskiego musi nadejść i noc – koniec która jednocześnie nie jest końcem absolutnym co ukazuje nam
ostatnia scena. Odyseje, z punku widzenia właśnie Monolitu interpretuje więc jako dzieło symboliczne w której Kubrick próbuje odpowiedzieć gdzie od momentu pojawienia się myśli jako gatunek zmierzamy. W tą wyprawę, odyseje zabierają Nas wszyscy bohaterowie którym możemy zbiorczo nazwać po prostu Ludzkością a samego Bowmanna Odyseuszem zmierzającego przez bezkres kosmosu do domu. Monolit – myśl, ewolucja, jest tym do czego zmierzamy i dążymy nieubłagalnie, nawet jeżeli, tak jak w ostatnim akcie, życie po prostu „przeżywamy” on sam ukazuje się na samym końcu. Czarny kamień tak jak kość, prom
kosmiczny czy Hal to także wyrafinowane narzędzie które jest trudne do okiełznania ale ułatwia nam dokończyć ludzką Odyseje i zrealizować cel. To co jest tym celem sam reżyser jedynie enigmatycznie przestawia ukazując go jako narodziny nowego człowie
Dziś nasze serca są smutne, ale biją dla Pana Krzysztofa.
Panie Krzysztofie dziękujemy, że Pan był i będzie...
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Strona Internetowa
Adres
Wroclaw