brief.pl

brief.pl

Udostępnij

08/06/2026

Kapsuła Czasu Briefu. Gdy Polska miała stać się marką

Jak już pisałem, mam w mieszkaniu stos ponad dwustu archiwalnych egzemplarzy Briefu... i nie zawaham się go użyć.

Tym razem trafiłem na numer z marca 2001 roku.

I przyznam, że sam byłem zaskoczony.

Bo znalazłem materiał, który z dzisiejszej perspektywy wygląda jak jeden z pierwszych poważnych projektów budowania Marki Polska.

Materiał nosił tytuł: „Sesja stulecia. Kampania reklamowa Polski jako marki turystycznej".

Co ciekawe, nie była to inicjatywa administracji państwowej.

Pomysł wyszedł od Eskadry i Briefu.

Postanowiliśmy pokazać, jak mogłaby wyglądać profesjonalna praca nad marką kraju. Zaprosiliśmy strategów, media plannerów, ludzi reklamy i komunikacji. Pracowali społecznie, bez wynagrodzenia. Chodziło o stworzenie precedensu. Pokazanie, że Polska może być traktowana jak każda dobrze zarządzana marka — z briefem, analizą konkurencji, grupami docelowymi, strategią, mediami, działaniami PR i mierzalnymi celami.

Dziś najbardziej uderza mnie coś jeszcze.

Przy tym stole siedzieli ludzie, którzy później stali się legendami polskiej reklamy i marketingu.

Wśród uczestników projektu byli m.in.: Szymon Gutkowski, Grzegorz Kiszluk, Dariusz Kubuj, Andrzej Miekus, Krzysztof Najder, Jacek Wlazlo, Mateusz Zmyslony oraz wielu innych przedstawicieli środowiska, które w kolejnych latach współtworzyło historię polskiej reklamy, mediów i marketingu w Polsce.

W materiale znalazł się pierwszy kompleksowy brief dla marki Polska, analiza mocnych i słabych stron kraju jako produktu turystycznego, określenie grup docelowych i konkurencji, propozycja pozycjonowania, rekomendacje mediowe, a nawet prognozy dotyczące roli internetu w promocji turystyki. Odpowiedzi na pytania, które wracają do nas również dziś.

Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że czytam nie tylko ciekawy materiał archiwalny.

Czytam zapis dyskusji, która trwa do dziś.

Jak opowiedzieć światu o Polsce? Jakie są nasze najmocniejsze atuty? Czym różnimy się od innych krajów? Jak połączyć działania państwa, biznesu i ekspertów? Jak budować markę kraju konsekwentnie, a nie od kampanii do kampanii?

Ćwierć wieku temu grupa ludzi próbowała znaleźć odpowi

07/06/2026

A to Polska właśnie...

06/06/2026

„CO ZA SK****SYN POWIESIŁ TAK TĘ KARTKĘ?
— Kiedy telewizja była naprawdę na żywo

🎭📺 Oto kolejny tekst z cyklu „Na stronie”. Tym razem zabieram Państwa do świata Teatru Telewizji — z czasów, gdy wszystko szło naprawdę na żywo.

Młodszym czytelnikom trudno dziś uwierzyć, że przez wiele lat Teatr Telewizji nadawany był na żywo.

Naprawdę na żywo.

Nie było montażu. Nie było dubli. Nie było możliwości powiedzenia: „Stop. Jeszcze raz”.

Spektakle były realizowane w w małym studiu przy Placu Powstańców Warszawy, bo telewizyjne centrum przy Woronicza jeszcze nie istniało.

Dla widza wszystko wyglądało prosto. Aktorzy grali swoje role, kamery pokazywały kolejne sceny, a akcja płynęła bez zakłóceń. Za kulisami panował jednak świat przypominający dobrze zorganizowaną operację chirurgiczną.

Operatorzy prowadzili kamery. Realizator wydawał polecenia. A za dekoracjami uwijali się maszyniści.
— Dziś mało kto pamięta tę profesję. To oni po cichu przesuwali ściany, wnosili meble, zmieniali dekoracje i przygotowywali następne sceny. Wszystko podczas trwania spektaklu. Wszystko na żywo. Wszystko tak, by widz niczego nie zauważył.

Nie zawsze się udawało.

Jedną z historii, które przez lata opowiadano w środowisku teatralnym i telewizyjnym, była anegdota najczęściej przypisywana Antoniemu Fertnerowi, choć w niektórych wersjach jej bohaterem jest także Ludwik Solski.

Było to w pionierskim okresie polskiej telewizji, w pierwszej połowie lat 50., kiedy wszystkie programy i spektakle nadawano wyłącznie na żywo.

W teatralnym żargonie „murzynkiem” nazywano kartkę z fragmentem tekstu roli umieszczoną w takim miejscu, by aktor mógł na nią spojrzeć i przypomnieć, a widz niczego nie zauważył.

Murzynki wisiały za meblami, przy drzwiach, na ścianach.
Były ostatnią deską ratunku.

Podczas jednego ze spektakli nadawanego na żywo aktor miał w odpowiednim momencie spojrzeć na ukrytą podpowiedź.

Niestety ktoś w pośpiechu powiesił kartkę do góry nogami.

Aktor spojrzał. Zobaczył ciąg odwróconych liter. Po czym, na żywo, do setek tysięcy widzów, wypowiedział zdanie, które natychmiast przeszło do legendy:

– Co za sk****syn powiesił tak tę kartkę?!

Nie było jak tego wyciąć.

Nie było jak

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Firma Reklamowa I Marketingowa w Warsaw?
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Kategoria

Strona Internetowa

Adres


Warsaw