Fredro The Times

Fredro The Times

Udostępnij

18/12/2011

Opowiadanie naszego redakcyjnego kolegi, Kacpra Wali:

Pisarz wyjrzał za okno, zaś na jego twarzy pojawiła się widoczna irytacja.
Zaczynało się ściemniać, tymczasem nigdzie nie było widać śniegu. Cholerny dwudziesty czwarty grudnia, Wigilia Bożego Narodzenia, a białego puchu nigdzie. Nigdzie! Doprowadzało to artystę do szewskiej pasji. Chciało mu się kląć, uderzać ścianę i wrzeszczeć w dzikiej bezradności.
Jak, do diabła, jak miał napisać nowe opowiadanie bez śniegu?!
Generalnie, pomysł był dość lekki, ot, na rozgrzewkę przed feriami świątecznymi, które pozwoliłyby mu na kontynuację większego dzieła. Scena walki, zły gość kontra dobry gość. Początkowo wygrywa ten drugi, ale łotr – będąc realnym łotrem – jest pragmatykiem i sięga po każdy dostępny mu brudny trik, byle tylko zyskać przewagę. Udaje mu się i raptem parę minut później scenariusz odwraca się na dobre: Teraz to protagonista leżał na ziemi, krwawiąc i będąc zdanym na łaskę swego przeciwnika, który z nieukrywaną satysfakcją dobija go celnie wymierzonym pchnięciem w serce. Tutaj potrzebny był pisarzowi śnieg: Chciał porównać go do karmazynowej posoki, która splamiłaby go niczym dobre francuskie wino... Problem polegał na tym, że śniegu, jak na złość nie było.
- Do diabła z tym! - Warknął w końcu artysta po kolejnych trzydziestu myśleniach intensywnego myślenia. - Jeżeli nie mogę otrzymać śniegu... to go stworzę!
Był to eksperyment. Ryzykowny, który mógłby poskutkować zniszczeniem zasad rządzących światem i doprowadzić do jego całkowitej zagłady. Kto wie, co mogłoby się wydarzyć, gdyby artysta zawiódł? Czarna dziura otworzyłaby się w środku Warszawy, wsysając wszystko do swoich trzewi? Deszcz ognia? Powódź? Plaga szarańczy? A może po prostu świat ogarnęłaby ciemność?
No cóż, pisarz nie był zbyt tym przejęty. Potrzebował tego cholernego śniegu. Od tej jednej sceny, od tych paru linijek zależy cały byt jego pracy. Wszystko! Co go tam mogły obchodzić losy świata?
Technika była prosta do użycia: Wystarczyło, że pomyśli on o tym, co chce stworzyć, po czym wypowie odpowiednie słowa zaklęcia. Ot, tyle. W praktyce mogło wyjść wszystko, ale, niefortunnie dla świata, pisarz nie miał innych opcji.
Skupił się, wyobrażając sobie spadające, symetryczne śnieżynki. Piękne niczym ręcznie robione hafty, o idealnych kształtach, których doskonałość zawstydziłaby najdoskonalszych artystów.
- Kevin Sam w Domu... - Wymamrotał artysta, po czym machnął ręką i wymierzył trzymanym w niej długopisem za okno. Czekał. Minuta, druga, trzecia. Nic, absolutnie nic. Zaczął przygryzać skuwkę długopisu, oczekując. Mijała minuta za minutą, kwadrans za kwadransem, a śniegu wciąż nie było.
„Cóż, przynajmniej nie rozwaliłem uniwersum...”, pomyślał, wzdychając boleściwie. To właśnie wtedy zobaczył pierwszą białą kropkę na tle granatowego nieba. Za tą kropką pofrunęła następna, a za tamtą jeszcze jedna... Uśmiech pojawił się na twarzy pisarza. Czyżby jednak udało mu się osiągnąć cel? Jednak?
Śnieg spadał z nieba kilogramami. Artyście chciało się krzyczeć z radości, turlać po podłodze w ekstazie. Wrzeszczeć w euforii. Nagle jednak cały ten entuzjazm szybko z niego wyparował, gdy uświadomił sobie, że wciąż brakuje mu jednego składnika obrazka. „Skąd ja wezmę ludzką krew?”, pomyślał, drapiąc się po głowie. Raczej wolał sobie nie upuszczać, nie chciał też, by jego reputacja psychopaty(lub uroczego gościa, który stara się wyglądać na psychopatę, jak niektórzy mówili) poddana została dodatkowej egzaltacji. Uśmiechnął się samymi kącikami ust, spoglądając na swoje zdjęcie z przedszkola razem z wielkim pluszowym misiem u boku. Teraz, jako licealista, był może i mniej kreatywny niż za młodu(Brzmi to dość dziwnie, ale co tam), ale mógł to wszystko rozłożyć na czynniki i dotrzeć do celu przy minimalnym wysiłku.
„Jestem artystą, na litość boską...”, pomyślał. „Ja miałbym nie być zdolny do opisania, jak człowiek wykrwawia się na śniegu wskutek kilkunastu ran kłutych, ciętych i szarpanych ze wszystkimi pikantnymi i interesującymi szczegółami? Że jego ręka nie trzyma się na pojedynczych ścięgnach, a lewa gałka oczna została wydłubana z oczodołu?”, zakończył swój monolog, chichocząc cichutko i przystępując do kończenia dzieła.
Za oknem padał śnieg.

Photos 18/12/2011

Za niecałe osiem godzin premiera nowego numeru naszej gazetki!

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Firma Medialna w Warsaw?
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Adres


Warsaw