Nomada
14/04/2025
WYSPIAŃSKI
Psychodeliczne kreski, podkręcone kolory i łamanie kanonów z konwencjami. Witkacy w swojej twórczości korzystał z szerokiej gamy różnych wspomagaczy, gdzie przy nakładaniu farby na płótno, towarzyszyły mu fraktale i totalnie odmienne stany świadomości. Czasami na namalowanych przez niego portretach można znaleźć małą, tajemniczą literkę C wskazującą, że dane dzieło powstało pod wpływem różnych specyfików IYKWIM.
Budząc się w swoim łóżku, biorąc ciepły prysznic, idąc do pracy, patrzę na ostatnią podróż już z dystansu. Minął miesiąc, moja literka C, adrenalina połączona z endorfiną powoli przestaje działać. Fluorescencja ostatnich miesięcy blaknie, kreski nałożone na płótnie już nie są tak wyraźne, tracą wyrazistość.
Jestem adrenalajn dżanki. To uzależnienie które można, a nawet muszę kontrolować i dozować. Uzależnienie które daje kopa żeby robić dalej rzeczy, pisać i robić foty. W końcu, uzależnienie które trwa nieustannie przez większość część rok. Rozszerzone źrenice, zmieniający się krajobraz, droga, ludzie, kraje, języki. A potem już tylko odwyk, powrót po którym trzeba znowu się zaadoptować do kalendarza, terminów, pracy, rutyny pozbawionej takiej ilości wystrzałów dopaminy, gdzie w tej płaskiej rzeczywistości czuje się jak w Minecrafcie. Tylko te zdjęcia z podróży przypominają o kolorach, barwach i zapachach, o tym cugu dopaminowym, triggerują.
Tylko, który obraz jest prawdziwy, bliżej sedna? Ten malowany na "haju" czy ten widziany już z dystansu? A może czas w końcu przełączyć tryb Witkacego i włączyć Matejko w głowie?
24/03/2025
DZIECI WOLNEGO LASU
Las. Strasznie mi tego brakowało. Wszechobecna zieleń, horyzont schowany za kołyszącym się leśnym oceanem.
Zachodnia Polska to ogromne lasy głównie sosnowe, ale świerk też można znaleźć. Zieleń wchodzi w oczy z każdym mrugnięciem. A ile tu ptaków? Na Białej Górze, z którego wysokiego brzegu można było podziwiać Odrę i jej zakola, co po chwila przelatywały czaple. Nocą było słychać dziki i sarnie szczekanie.
Po zimowych miesiącach na stepie i pustyni, wejście do lasu robi ogromne wrażenie. Zobaczyć taki ogrom zieleni, wow. Myślę, że niejeden sakwiarz z Azji Centralnej planując swoją podróż do Europy,zastanawia się jak to jest po drugiej stronie Wielkiego Stepu. Patrząc na Google earth i wieczną zieleń, myśli, czy może mają tam drogi w tym lesie? Czy jest bezpiecznie po zmroku?
Długie podróże zmieniają percepcję, zmieniają perspektywę. Ten las i ta zieleń jest inna niż rok temu. Doświadczając Innego, na własnej skórze, w nozdrzach, w dłoni, pod nogami, cała rzeczywistość filtrowana jest przez tak wiele innych poranków, innych dni, że po takim czasie odbiór starej, znanej rzeczywistości jest pisany jest na nowo, może z większą ilością wrażliwości i większą uwagą?
Super było się zobaczyć i pojeździć, powitać wiosnę. Szczególnie dzięki organizatorom
( tytuł inspirowany z książek Ursuly le Guin)
25/02/2025
GERMINAL
Miasteczko Ałtaj położone w mikro obniżeniu terenu jest poprzecinane siatką asfaltowych i gruntowych dróg. Drewniane płoty oddzielają ceglane domostwa, jak i wojłokowo materiałowe mongolskie jurty, a do tego wszystkiego kilka betonowych osiedli wybudowanych w czasach republiki ludowej i komunistycznego przywództwa Cedenbala.
W tym urbanistycznym chaosie mijają mnie popularne tutaj toyoty, czasami ktoś przejedzie na koniu za sprawunkami, a czasami dzieciaki ze szkolnymi tornistrami zagadują turystę po angielsku.
Nad tym miasteczkiem górują długie, metalowe i pociągłe, strzelające ku niebu kominy. Wydobywa się z nich ciemny, czarny dym, tańczący na wietrze. W 15 tysięcznym Ałtaju takich kominów jest kilkanaście.
Wchodzę na teren jednego z takich zakładów, gdzie dym wzbija się ku niebu.
- To jest elektrociepłownia - mówi napotkany mężczyzna z taczką, wywożący rozgrzany żużel. Wyrzuca go do zagłębienia na drodze między blokami - Śmiało, wejdź do środka, ale nie rób tam zdjęć - przestrzega na koniec.
Po przekroczeniu progu i dwóch ogromnych stert węgla, wchodzę w trzewia pomieszczenia, ciemnego, zakurzonego, gdzie pośrodku z gigantycznego metalowego pieca wydobywa się szalenie buchający ogień. Mongolska moria, nie da się oddychać. Pył, zaduch i ciemności.
Dwóch mężczyzn z ubrudzonymi maseczkami na twarzach, z szypami w rękach ciągle dokłada do pieca. Ogień bucha im stale w twarz. W końcu dostrzegają mnie, wychodzimy razem na zewnątrz na fajka i rozmawiamy przez translator.
- Kurz, pył, opiłki węgla są najgorsze. Kaszel strasznie dokucza po pracy, ale co zrobisz - mówi mężczyzna, który w spracowanej, brudnej od węgla dłoni, trzyma szluga - Tak, jest to ciężka robota, ale jest...
Długo nasza rozmowa nie trwa. Piec potrzebuje kolejnej porcji czarnego złota, domaga się kolejnej ofiary z węgla. Płomień nie może zgasnąć, ludziom w mieszkaniach nie może zabraknąć ciepła, a w kranie musi lecieć ciepła woda, chociaż przez kilka godzin, najczęściej o poranku.
(reszta w komentarzu)
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z firmę
Strona Internetowa
Adres
Poznan