Poliglota na Rowerze
09/08/2025
Udało się! 💪🚴♂️
Drugie moje największe marzenie, zaraz po Bałtyk–Bieszczady, właśnie spełnione – Col du Galibier zdobyty! 🏔️✨
42 kilometry nieustannego podjazdu o średnim nachyleniu 5% i 2012 metrów przewyższenia potrafią dać w kość… szczególnie w 37-stopniowym upale. Cała wspinaczka zajęła mi 3 godziny 40 minut, ale było to w 100% tego warte – bo była to najpiękniejsza rowerowa przygoda mojego życia.
Już od pierwszych kilometrów zaczęły się widoki, które zapierają dech: wąskie trawersy wykute w skale, strome przepaście tuż obok, długie tunele, szum górskiego potoku i majestatyczne szczyty po obu stronach. Z każdym kilometrem krajobraz zmieniał się – góry były coraz bliżej, niektóre wciąż przykryte śniegiem, gdzieniegdzie błyszczały lodowce i spadające z wysokości wodospady.
Powyżej 2000 m n.p.m. krajobraz stał się typowo alpejski – zielono-brunatne łąki, na których pasły się krowy i kozy, a w tle dźwięk ich dzwonków mieszał się z charakterystycznym gwizdem świstaków. Powietrze stawało się coraz rzadsze – przy każdym mocniejszym depnięciu czułem, że oddech jest płytszy, a wysiłek jeszcze większy.
W dole – malownicze wioski, przez które niedawno przejeżdżałem. Droga wiła się w dolinie jak wąż, a przede mną – ostatni etap: Col du Lautaret (2058 m) i skręt w lewo na finałowe 8 km o nachyleniu 7%. Widoki? Jak z bajki – dookoła ośnieżone szczyty, w oddali Mont Blanc, lodowce, zielone doliny i monumentalne Alpy.
Wreszcie – szczyt. Na przełęczy Col du Galibier czekał mnie spektakl widoków, którego nie da się opisać słowami. Kilka minut chłonięcia tego piękna… i nagroda – ponad godzina zjazdu, aż do miejsca, z którego ruszyłem 4 godziny wcześniej.
To była podróż, która zostanie we mnie na zawsze. ❤️🚴♂️🌄
Ale to bynajmniej nie koniec moich przygód - czeka na mnie jeszcze sporo podjazdów, w tym legendarne Mount Ventoux!
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Strona Internetowa
Adres
Olsztyn