Wannabe IronMat

Wannabe IronMat

Compartir

Zapraszam do mojej podróży w amatorskim sporcie, pokonywaniu własnych słabości i ograniczeń.

Photos from Wannabe IronMat's post 08/12/2025

Dzisiejszy będzie nietypowy, bo podwójny, a ja zrobię coming out, przed którym skutecznie wzbraniałem się przez prawie półtorej roku od podjęcia decyzji i działań w stronę pomagania innym w ich sportowych przygodach. I choć wciąż ciężko przechodzi mi to przez gardło i palce na klawiaturze to ten drugi medal zgarniam jako - tu właśnie coming out - trener! Ale od początku…

Będąc tutaj już kilka lat, dostałem pytania o prowadzenie innych, bo ludzie widzieli sens, logikę i wiedzę w moich wpisach. Odmawiałem.

Siedząc w tej bańce widzę jednak niebezpieczne wzorce prowadzące do wypalenia czy kontuzji. Wciąż moja wiedza była nieuporządkowana i zdecydowanie nie wiedziałem czego nie wiem, więc postanowiłem przejść kurs na trenera biegania żeby dowiedzieć się w jakich obszarach są moje luki, a w których wiedza już jakaś jest i okazało się, że nie wygląda to źle, a ja mogę stanąć w kontrze do tych wzorców.

Pojawiły się pierwsze “projekty”, gdzie proponowałem podpowiedzi, wsparcie i “jakieś rozpiski”, które przerodziły się w “opiekę”.

I tak oto po półtorej roku działalności i dzięki poczcie pantoflowej, mam na koncie zawodników, którzy:
- rozpoczęli przygodę z procesem treningowym
- pokonali swoje pierwsze półmaratony
- pokonali swoje pierwsze maratony

Dlaczego zwlekałem? Bo nie muszę się z tym ogłaszać. Wiedząc po prostu to co wiem teraz mogę pomóc w wejściu do sportu kompletnemu amatorowi, który chce to zrobić z głową, w zdrowiu i bardziej wyrobić nawyk ze zdefiniowanym sensownie celem niż “zaliczyć” bez względu na konsekwencje.

Mam ten komfort, że mogę komuś powiedzieć “nie” dla pomysłu “od zera, w kwartał, pełny dystans” i zaproponować alternatywę, która będzie zgodna z moim sumieniem i - co ważniejsze - z tym co uważam za “zdrowe”. Jeśli ktoś będzie chciał bardzo osiągnąć swój cel to znajdzie (niestety…) na rynku trenera, który mu w tym pomoże, ale ja przynajmniej będę miał czyste sumienie.

Wczorajszy bieg i dzisiejszy medal monday smakują zdecydowanie inaczej niż rok temu. Jestem dumny z moich zawodników w tym sezonie, a w szczególności z Ali, która przez ostatni rok wykonała kawał dobrej roboty zwieńczonej pięknym biegiem wczoraj.

21/10/2025

15 dni. Tyle trwała przerwa od aktywności. Wbiegając na metę Stadionu Śląskiego zamknąłem piąty sezon triathlonowy, którym byłem zmęczony nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie.

Po pierwszym tygodniu mignęła mi na Stravie statystyka i „goal streak”, który miałem właśnie skończyć. 91 tygodni z przynajmniej jedną aktywnością z rzędu. Pięknie się to spina czasowo z wypadkiem, operacją i okresem rehabilitacji w styczniu 2024. Oznacza to, że od tamtego czasu nie miałem dłuższej przerwy na co w trakcie ubiegłego sezonu zwrócił uwagę mój Mariusz Klatka - Ironsilesia Triathlete & Coach pytając „kiedy ostatni raz miałem trzy dni przerwy od aktywności”.

Mogłem oczywiście podtrzymać tego „goal streaka” przy życiu logując jakiś spacer, ale ta ciągłość miała znaczenie głównie dlatego, że nie podtrzymywałem jej sztucznie przy życiu. Poza tym nie była celem samym w sobie, z resztą nigdy celem nie była.

Uczciwie powiedzieć, że ostatnie dwa tygodnie przerwy były niejako wymuszone. Podobnie jak ostatnim razem miała ona związek z zabiegiem. Tym razem żadne dzikie zwierze nie miało z tym nic wspólnego, a prowodyrem zabiegu byłem ja sam - zdecydowałem się na korekcję wzroku, po której w zasadzie przez miesiąc mam obowiązkową przerwę od treningu. Na szczęście po takim czasie już mogłem iść dzisiaj co nieco potruchtać.

Sama przerwa była przydatna. Pomijając kwestię zdobycia dwóch-trzech dodatkowych kilogramów, zrobiłem kilka niezłych wyników na Duolingo, przytyrałem trochę zawodowo, poczytałem trochę i tak po ludzku odetchnąłem od narzuconego przez siebie reżimu treningowego. Do tego stopnia, że automatycznie już znowu tęsknię za odrobiną sponiewierania się.

Miałem też trochę czasu na rozkminy i po tych pięciu sezonach złapałem bardzo fajną perspektywę na to gdzie jestem w tym amatorskim sporcie. W kwestii podejścia do treningu niewiele się zmienia - dalej chcę ambitnie się w to bawić. Natomiast trochę zeszło ze mnie ciśnienie, w taki zdrowy sposób. W końcówce ubiegłego sezonu miałem momenty, w których czułem, że musiałem. Coś zrobić, coś sobie udowodnić, coś osiągnąć. W tej chwili czuję, że chcę się w to dalej bawić, ale już nic nie muszę. Przyjemny dystans. :)

04/10/2025

Zamknięcie sezonu numer pięć już jutro. Czuję ulgę, że to już. Jestem przytłoczony i zmęczony ostatnim sezonem choć ostatnio zdałem sobie sprawę, że może to ostatnie dwa sezony, a może nawet cała moja triathlonowa „kariera”.

Nie będę się nad sobą użalać, bo nie żałuję absolutnie niczego. Żadnej minuty spędzonej na treningu, żadnej złotówki poświęconej, żadnej decyzji z tym związanej. Cieszę się po prostu, że wbiegając jutro na metę półmaratonu z czystym sumieniem zrobię sobie wolne.

W sumie czy się będę cieszyć i czy z takim czystym sumienie zależy trochę od tego jak mi pójdzie. Trochę, bo nie czuję się na życiówkę, a planując tę część sezonu zakładałem, że będę znowu najlepszą wersją siebie na ten dystans. Tym bardziej, że w ostatnich trzech latach udawało mi się tą poprzeczkę podnosić na tych zawodach.

Z drugiej strony nic nie muszę. Mimo, że lekcji pokory w tym sezonie było sporo to obiektywnie patrząc był on dobry. Ewentualny brak PB jutro nie będzie definiował ostatniego roku, ale… no właśnie. Znam siebie i znam też to „że jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz”, czy jakoś tak.

Próbując zdjąć z siebie presję wyniku utrzymuje, że jutro kluczowym do oceny będzie mental w trakcie startu i umiejętność zagięcia się w dyskomforcie. Jak będzie?

*trailer voice*
Przekonamy się o tym w następnym odcinku 😉

15/09/2025

Biegnę. W głowie myśli, że cel odjechał o jakieś 2 minuty z groszem. Ale cofnijmy się jakąś godzinę w tej opowieści…

Po przyjeździe na start, ogarnięciu roweru, zakładaniu pianki poczułem luz. Nie to, żebym się mocno spinał, ale przegadałem ze sobą cele i te mniej cyferkowe były jasne i, jak zwykle, ambitne.

Byłem gotowy, żeby po raz dwunasty stanąć na starcie. Smaczku dodawała bezpośrednia rywalizacja z , ale był to dodatkowy motywator, bo najważniejsza tego dnia była walka z najlepszą wersją siebie z ubiegłego roku.

Wbiegliśmy do wody. Mój “rywal” ruszył jak wściekły czego się spodziewałem wiedząc, że muszę płynąć swoje. W ubiegłym roku zrobiłem pływanie najlepsze na tym dystansie i chciałem przynajmniej się z nim zrównać. Po 400m jednak wydarzyło się coś, co nie wydarzyło mi się nigdy wcześniej - bez niczyjej “pomocy”, bez fali, zachłysnąłem się wodą tak, że przez kilka chwil trochę panikowałem. Później doświadczenie wygrało i najpierw ogarnąłem się żabką, chwilę później spokojnym kraulem i wróciłem do roboty. Myślę jednak, że mogło mnie to kosztować ze dwie minuty.

Reszta pływania już bez niespodzianek. Popłynąłem “swoje”, jak zwykle i wyszedłem z wody po 40 minutach i 3 sekundach, czyli dalej jedyne pływanie poniżej 40 minut mam z ubiegłego roku, gdzie “złamałem” 38’.

No i właśnie, wracamy do początku tego wpisu. Dwie minuty z okładem mam do nadrobienia w walce o życiówkę. Od najlepszego supportu - - dowiaduje się, że “konkurent” ma pięć minut przewagi. Nie grzebie się w strefie (a i tak wychodzi jedno i to samo) i cisnę na rower… c.d.n.

¿Quieres que tu figura pública sea el Figura Pública mas cotizado en Valencia?
Haga clic aquí para reclamar su Entrada Patrocinada.

Categoría

Dirección


Valencia
46000-46080