GuitarZone.pl

GuitarZone.pl

Udostępnij

Chcesz rozwijać swoje umiejętności gry na gitarze? Dołącz, ucz się i rozwijaj pasję razem z nami! 🎸 GITARA.ONLINE to powołana do życia we wrześniu 2024 inicjatywa dwóch pasjonatów, którzy wcześniej przez lata tworzyli Magazyn Gitarzysta: Krzysztofa Inglika (który przez 12 lat był rez. naczelnym Gitarzysty) oraz Piotra Szarnę (który użyczał miesięcznikowi swych talentów jako redaktor).

29/04/2025

„We trójkę wpięliśmy się w mojego Marshalla i podawaliśmy sobie kabel z rąk do rąk. Eric tylko rzucił: ‘Wow, ale tu jest przesteru!’” – Joe Satriani o ponownym spotkaniu z Erikiem Johnsonem i Stevem Vaiem oraz o detalach w grze Eddiego Van Halena. 🎸🎸🎸💥

Choć Joe Satriani zbliża się już do siedemdziesiątki, nadal jest jednym z najbardziej zapracowanych gitarzystów na scenie. Właśnie ukazał się koncertowy album, dokumentujący wyprzedaną trasę reaktywowanego składu G3 z zeszłego roku.

👉 G3 ZNOWU W GRZE

Po latach przerwy oryginalny skład G3 – Joe Satriani, Steve Vai i Eric Johnson – powrócił na scenę. Efektem tej muzycznej podróży jest koncertowy album G3 Reunion Live, który dokumentuje zarówno największe klasyki, jak i nowe muzyczne eksperymenty.

„To niesamowite uczucie patrzeć, jak Steve i Eric tworzą nowe muzyczne światy na scenie,” mówi Satriani. „Steve buduje od zera całą swoją przestrzeń dźwiękową, zanim w ogóle zagra pierwszy dźwięk. Eric z kolei bez końca dopracowuje brzmienie Stratocastera, szlifując każdy detal. A ja mam najlepszą miejscówkę 😁. Obaj są niesamowici i kompletnie różni.” 🎸

👉 KABEL, MARSHALL I RÓŻNICE, KTÓRE TWORZĄ MAGIĘ

Jeśli chodzi o brzmienie, to różnice między nimi są ogromne. Eric używa o wiele mniej przesteru niż Joe i Steve, a jego sound to bardziej fuzz niż klasyczny overdrive czy distortion.

„Co zabawne, dzień po nagraniu koncertówki spotkaliśmy się w EastWest Studios. Wszyscy trzej podpięliśmy się do mojego Marshalla i krążyliśmy z tym samym kablem. Eric od razu powiedział: ‘Wow, ile tu jest przesteru!’ 🎸💥

Każdy z nas ma swoją metodę budowania gainu, by wyciągnąć z gitary soczyste melodie. Eric to bardziej germanowy fuzz, Steve opiera się na preampie, a ja raczej na końcówce mocy. Nieważne, kto trzymał kabel – i tak każdy brzmiał po swojemu. Ale jak się przełączymy na własne sprzęty, to słychać te różnice jeszcze wyraźniej.”

👉 SATCH NA TROPIE BRZMIENIA VAN HALENA

Kolejnym wyzwaniem była trasa Best of All Worlds, będąca hołdem dla Eddie Van Halena. Wymagało to od Satrianiego całkowitej zmiany podejścia do brzmienia.

„Jakiś czas temu, kiedy David Lee Roth i Alex Van Halen zadzwonili z pomysłem na tribute dla Eddiego, zacząłem głębiej grzebać w jego brzmieniu. Okazało się, że jego dźwięk był lżejszy, cieńszy niż to, co miałem w swoim JVM-ie. Zazwyczaj gram przez dwie godziny – głównie solówki, mało akordów. Ale z Samym to w 95 procentach rytm, a solo trwa może 8 albo 16 taktów. Szybki ogień i wracasz do roboty.”

„Eddie miał milion różnych brzmień. Od Ain’t Talkin’ ’Bout Love do Panama to już był przeskok, a potem Summer Nights – totalna rewolucja. Na początku mono, potem trochę stereo dzięki Eventide, a później już pełne stereo. Przechodził przez Marshalle, Soldano, Peavey'e i własne EVH – i każde z nich miało inne preampy, kompresję i charakter. 🎸

Wspólnie z Dylana Scott z 3rd Power Amplification Joe stworzył specjalny wzmacniacz Dragon 100, który miał oddać brzmienie z trasy Live Without a Net z 1986 roku. Lżejsze, bardziej przestrzenne, idealne do grania akordami z Samym Hagarem i spółką.

👉 NOWE OTWARCIE — SURFING WITH THE HYDRA

Jakby tego było mało, Satriani i Vai ogłosili kolejną trasę — Surfing with the Hydra, w ramach której po raz pierwszy zagrają jako wspólny zespół, wykonując zarówno nowe kompozycje, jak i swoje największe hity. Coś, czego jeszcze nie było — i na co czekają fani z całego świata. 👈

Spotkanie trzech mistrzów to nie tylko muzyczny powrót do przeszłości, ale też dowód na to, że pasja i kreatywność nie znają wieku. Bo w muzyce chodzi nie tylko o dźwięki, ale o niekończące się poszukiwanie. A Joe, Steve i Eric wciąż mają w tej podróży coś ważnego do powiedzenia. 👍🎸🎸🎸

18/04/2025

🎸„Barwa dźwięku to prawdziwa układanka. Jest wiele czynników, które na nią wpływają” – Steve Vai o tym, jak gitarzyści mogą odmienić swoje brzmienie bez wydawania ani grosza. 👈

W świecie gitarowym łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że nowe brzmienie to kwestia nowego sprzętu. Lepszy wzmacniacz, droższa gitara, modyfikacje elektroniki – to wszystko wydaje się niezbędne, by zabrzmieć jak nasi idole. Ale co jeśli klucz do wymarzonego tonu jest znacznie bliżej, niż się wydaje? Steve Vai, jeden z najbardziej cenionych gitarzystów na świecie, twierdzi, że odpowiedź znajduje się… w naszych rękach. 🖖

„Ludzie mówią, że brzmienie jest w wzmacniaczu, w gitarze, w gryfie, w korpusie czy w przetwornikach,” mówi Vai. „I w pewnym sensie mają rację – każdy z tych elementów wpływa na dźwięk. Ale to Ty jesteś szefem tego brzmienia. To Ty uderzasz w struny, to Ty wydobywasz dźwięk.” 🎸🎶

👉 BRZMIENIE TO NIE TYLKO SPRZĘT

„Jedna nuta może mieć setki wersji – wszystko zależy od tego, jak ją zagrasz,” tłumaczy. „Liczy się to, gdzie uderzasz strunę, jak trzymasz kostkę, z jaką siłą ją trzymasz. Intonacja zależy od nacisku palców lewej ręki, jak podciągasz, jakie masz vibrato. To wszystko buduje Twoje własne, niepowtarzalne brzmienie. Parametrów jest mnóstwo – i większość z nich masz dosłownie w palcach.”

Wielu gitarzystów – szczególnie tych początkujących – zapomina, jak wiele zależy od pozycji dłoni i sposobu, w jaki kostkują. A to przecież może kompletnie zmienić charakter dźwięku: bliżej mostka – dźwięk staje się ostrzejszy i bardziej „metaliczny”, bliżej gryfu – łagodniejszy i cieplejszy. Zmiana kąta kostki wpływa na atak i wyrazistość dźwięku. I to wszystko bez kręcenia gałkami na wzmacniaczu. To dłonie są najważniejszym „efektem” w całym arsenale gitarzysty. 🖐🎸

👉 DOŚWIADCZENIE ZAMIAST ZAKUPÓW

Steve Vai nie mówi tego z pozycji mentora zza biurka. On sam przeszedł tę drogę. W latach 80. całkowicie przebudował swój sposób gry, bo był sfrustrowany tym, że mimo inwestycji w kolejne wzmacniacze nie brzmiał tak, jak chciał.

„W końcu miałem dość tego, że moje brzmienie nie było takie, jak powinno,” wspomina. „Testowałem różne piece, kombinowałem, ale nic nie działało. Wtedy zrozumiałem, że muszę zacząć od siebie – od tego, jak gram. Zacząłem eksperymentować: zmieniłem sposób trzymania kostki, kąt, miejsce uderzenia. I nagle – klik. Usłyszałem to. I wtedy dopiero zaczęła się prawdziwa praca.”

👉 SATRIANI I LEKCJA VIBRATO

W rozwoju brzmienia ogromną rolę odegrał też nauczyciel Vai’a – Joe Satriani, znany z niesamowitego słuchu. To właśnie on uświadomił młodemu Steve’owi, jak wielkie znaczenie ma czyste vibrato i precyzyjna intonacja.

„Joe potrafił wychwycić każdą fałszywą nutę. Mówił mi: ‘Nie rozstrajaj dźwięku vibratem! Brzmisz wtedy jak idiota!’” – śmieje się Vai. 🎶

To lekcja, którą warto zapamiętać. Vai przyznaje, że to jedna z najważniejszych technik, która może dosłownie zbudować albo zniszczyć brzmienie.

👉 BRZMIENIE ZACZYNA SIĘ W TOBIE 👈

Na koniec warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę wykorzystujesz w pełni to, co już masz? Czy Twój ton rzeczywiście wymaga nowego sprzętu, czy może... nowego podejścia?

Steve Vai przypomina nam, że najlepsze narzędzia mamy zawsze przy sobie – w naszych dłoniach. Zanim więc klikniesz „kup teraz” na kolejnym efekcie, weź gitarę do ręki i poszukaj brzmienia w sobie. Bo często to nie brak sprzętu, lecz brak kontroli nad techniką sprawia, że dźwięk nie brzmi tak, jakbyśmy chcieli. 🎸

12/04/2025

„Sporo lat spędziłem sam ze sobą, jeżdżąc do Nowego Jorku i przesiadując w klubach salsy, wsłuchując się w rytmy” — mówi Al Di Meola, tłumacząc, dlaczego gitarzyści powinni bardziej skupić się na... stopach, jeśli chcą dobrze ogarniać rytm. 🎸🦶

Mistrz fusion znany jest nie tylko z niesamowitej techniki i melodyjnego grania, ale też z genialnego wyczucia rytmu. Przez całą karierę podkreślał, jak ważne jest, żeby mieć porządnie opanowany rytm — i żeby nie bać się eksperymentować z różnymi jego odmianami. 🥁

Jego zajawka na rytm zaczęła się już w szkole — wtedy najbardziej kręciły go bębny i perkusja. I ta obsesja została mu do dziś. W jednym z wywiadów wspominał:

„Od zawsze byłem zafascynowany perkusją i bębnami. To była moja pierwsza miłość. Na lekcjach zamiast uważać, stukałem palcami o blat ławki, a nogą wybijałem równe ćwiartki w 4/4 pod biurkiem. I ćwiczyłem granie różnych rytmów rękami, nie gubiąc tego stałego pulsu w nodze.”

👉 KLUBY SALSY ZAMIAST SZKOŁY MUZYCZNEJ

W młodości dużo czasu spędzał też w nowojorskich klubach latynoskich — chłonął tamtejsze rytmy i atmosferę. To doświadczenie mocno wpłynęło na jego styl gry i podejście do komponowania.

„Naprawdę sporo lat spędziłem samotnie, jeżdżąc do Nowego Jorku i przesiadując w klubach salsy” — opowiada w nowym wywiadzie. „Pamiętam, jak wchodziłem po schodach, a w środku wszyscy tańczyli, orkiestra grała — czy to był Tito Puente, czy ktoś inny — a ja po prostu chłonąłem całą tę energię.” 💃🕺

Jak sam przyznaje — może nie był to najbardziej produktywny sposób spędzania czasu z perspektywy nauki teorii muzyki, ale dzisiaj jest wdzięczny za te doświadczenia.

„I spędziłem mnóstwo czasu — pewnie więcej, niż powinienem, ale teraz się cieszę, że tak wyszło — siedząc i stukając rytmy.” 🎸🥁

👉 DLACZEGO STOPA JEST TAK WAŻNA?

Według Di Meoli klucz do opanowania trudnych rytmów to właśnie praca nogi — i to bardzo konkretna zasada: stopa musi cały czas wybijać stały puls. „Zawsze skupiałem się na tym, żeby noga trzymała równe 4/4... nigdy nie wypadać z tempa” — podkreśla.

To podejście stosuje do dziś — i radzi to samo wszystkim gitarzystom. 🦶🎸

„Często mówię na warsztatach: skupcie się na stopie. To jest bardzo ważne, bo cokolwiek nie kombinujesz rękami na górze — nie może ci to rozwalać rytmu w nodze. To muszą być jakby dwa osobne światy.”

👉 RYTM TO NIE TYLKO RĘCE

W świecie wirtuozerii gitarowej często mówi się głównie o szybkości palców czy technice prawej ręki. Al Di Meola przypomina jednak, że bez stabilnego rytmu wszystko się rozsypie.

„Stopa musi być jak metronom” — mówi. „Jeśli to masz opanowane, możesz grać najbardziej pokręcone rzeczy i nie pogubisz się w rytmie.” 👈

07/04/2025

Ed zapytał: „Powiedział ci, że lubi wysokie dźwięki?” – wspomina Steve Stevens, przywołując zabawny komentarz Eddiego Van Halena na temat Michaela Jacksona po tym, jak sam miał okazję współpracować z Królem Popu. 🎸👑

Stevens poszedł w ślady Eddiego, nagrywając gitarowe partie do hitu Jacksona „Dirty Diana” w 1986 roku. Dla niego było to jedno z pierwszych poważnych wyzwań poza współpracą z Billym Idolem, z którym tworzył duet niemal nierozerwalny. Nic dziwnego, że przed wejściem do studia miał niezłego pietra.

Stresował go nie tylko sam kaliber zadania – w końcu Michael Jackson miał już na koncie mnóstwo hitów i nagród Grammy – ale też fakt, że musiał zmierzyć się z legendą. Cztery lata wcześniej Eddie Van Halen pomógł Jacksonowi w pokazaniu rockowego pazura na „Thrillerze”. Jak miał się z nim równać?

„Byłem trochę przerażony, bo nie byłem typowym gitarzystą sesyjnym” – wspomina Stevens. „Nie miałem doświadczenia poza graniem z Billym Idolem.”

Praca w studio z legendarnym producentem Quincy Jonesem i samym Królem Popu nie zapowiadała się na spokojny spacerek. Przeciwnie – była skokiem na głęboką wodę. Lecąc do Los Angeles, Stevens nie mógł przestać się nakręcać. 🔥

„Myślałem: O rany, będzie cała świta, wszędzie pełno ludzi, a małpa będzie skakać po studiu” – mówił, mając na myśli słynnego szympansa Jacksona, Bubblesa. „Wydawało mi się, że będzie kompletny odjazd!” 🙈

Rzeczywistość szybko go zaskoczyła.

„Wchodzę do studia, otwieram drzwi, a tam… dokładnie tak, jak na sesjach z Billym Idolem. Po prostu Michael, Quincy i inżynier dźwięku.”

Żadnych celebrytów, żadnego chaosu, żadnych małp. Można było odetchnąć i zabrać się do roboty. 🎧🎚️🎸

„Pomyślałem: No dobra, super. A Quincy? Jeden z najlepszych producentów w historii. Od razu mnie uspokoił.”

Jones miał już doświadczenie w pracy z gitarzystami. To on ściągnął Van Halena do „Beat It” – choć musiał kilka razy dzwonić, żeby ten uwierzył, że naprawdę dzwoni do niego Quincy Jones. To on kazał Steve’owi Lukatherowi „dodać trochę funku” i praktycznie wyciągnął z niego legendarny wstęp do utworu.

Lepszego przewodnika Stevens nie mógł sobie wymarzyć. A co najważniejsze – Jones ufał jego muzycznej intuicji.

„Gdy nagraliśmy to, co chcieli, powiedzieli: ‘A teraz chodź i rób, co ci się podoba!’” – wspomina gitarzysta. „To, co wtedy wymyśliłem, stało się solówką.” 🎸

„Pierwsza wersja trwała jakieś siedem–osiem minut. Ostatecznie ją pocięli, ale to była niesamowita przygoda. Michael i Quincy to profesjonaliści w każdym calu. A móc znaleźć się w tym samym gronie co Ed? Bezcenne!”

Stevens do dziś jest dumny z tej współpracy.

„Pamiętam, że spotkałem wtedy Eda i powiedziałem: ‘Hej, byłem w studiu z Michaelem…’ A on na to: ‘Powiedział ci, że lubi wysokie dźwięki?’ Roześmialiśmy się, bo kiedy wszedłem do studia, Michael rzeczywiście od razu rzucił: ‘Ooo, lubię wysokie dźwięki!’” 🎶

Dla Stevensa rok ‘86 był pełen „wysokich dźwięków” – nie tylko nagrał utwór z Jacksonem, ale też zgarnął nagrodę Grammy za gitarowe partie w ścieżce dźwiękowej do „Top Gun”. 🔝🏆

Współpraca z Michaelem Jacksonem była dla Stevensa przełomowym doświadczeniem – pełnym stresu, ale i satysfakcji, a także dowodem na to, że w świecie wielkich gwiazd wciąż jest miejsce na luz, humor i spontaniczność.👍

19/03/2025

Stevie Ray Vaughan to jedna z największych legend blues-rocka, która do dziś inspiruje gitarzystów na całym świecie. Jego unikalne brzmienie było wynikiem nie tylko niezwykłego talentu, ale także obsesyjnej dbałości o detale w swoim sprzęcie. 🎸🔥

🎸Kluczową rolę w kształtowaniu dźwięku SRV odegrał César Díaz – wielki fan lampowych wzmacniaczy i vintage’owych gitar, który pracował z wieloma gigantami gitary, m.in. Erikiem Claptonem i Keithem Richardsem. César zdradził kilka kluczowych ulepszeń, jakie wprowadził w sprzęcie SRV i jak pomógł Steviemu osiągnąć legendarne brzmienie. 🎸

👉 POCZĄTKI WSPÓŁPRACY Z VAUGHANEM

Díaz po raz pierwszy usłyszał Stevie’ego w 1979 roku w klubie w Bethesda, w Maryland. Był pod ogromnym wrażeniem jego gry, ale jednocześnie uznał, że brzmienie wymaga poprawy. Podszedł do niego i powiedział: „Grasz niesamowicie, ale mogę sprawić, że zabrzmisz jeszcze lepiej”. Stevie był otwarty na zmiany i od tego momentu ich współpraca nabrała tempa.

👉 MODYFIKACJE GITAR I WZMACNIACZY

Stevie Ray Vaughan używał swojego kultowego Stratocastera z 1959 roku, nazwanego Number One. Początkowo instrument nie był jeszcze tak poobijany jak w późniejszych latach, a litery „SRV” na korpusie były nienaruszone.

„Nie miał wtedy leworęcznego tremolo, więc powiedziałem mu, że Jimi Hendrix miał wajchę na górze, żeby mógł robić wibrato łokciem. Na co Stevie: „O, super, załatwisz mi takie?”. No to mu załatwiłem. Myślałem, że zamontuje je w nowym korpusie, ale kiedy spotkałem go następnym razem, mostek był już na pokładzie Number One."

Jeśli chodzi o wzmacniacze, SRV grał na czarnym Vibroverbie z 1964 roku, rzadkim modelu z 15-calowym głośnikiem. Kiedy dodał drugi egzemplarz, oba miały kolejne numery seryjne. Rok później zmieniły nazwę na Pro-Verb. Chociaż brzmiały dobrze, niskie dźwięki były nieco rozmyte, więc Díaz wprowadził poprawki.

„Najpierw wymieniliśmy transformatory wyjściowe, bo stare były już zużyte. W push-pullowych konstrukcjach lampowych bardzo ważne jest, żeby uzwojenia wtórne miały zbliżone wartości. Jeśli nie są dopasowane, jedna lampa nie nagrzewa się i nie współpracuje z drugą tak jak powinna.”

🎸„Stevie nawet w trasie potrafił wpaść do mojego pokoju w środku nocy, żeby pogadać o dźwięku. Uwielbiał, jak majstrowałem przy jego sprzęcie. W ekipie technicznej zaczęli mnie nawet nazywać „smoczkiem Stevie’ego”, bo uspokajałem go, kiedy coś nie brzmiało tak, jak chciał.”

👉 NIETYPOWE STRUNY I ICH WPŁYW NA BRZMIENIE

Stevie używał grubych strun (.013-.052) i stroił gitarę pół tonu niżej. To wymagało modyfikacji wzmacniaczy, ponieważ standardowe ustawienia nie radziły sobie z tak niskim strojeniem. Dodatkowo jego agresywny styl gry powodował iskrzenie lamp i przegrzewanie wzmacniaczy. 🚀

„Musiałem trochę osłabić sygnał wejściowy, żeby uniknąć przesterowania. Poza tym Stevie walił w basowe struny tak mocno, że w lampach pojawiały się iskry jak na pokazie fajerwerków. ⚡ Nieraz widziałem, jak ze wzmacniaczy unosił się dym. W niektórych partiach generował takie piki napięcia, że potrafiło dochodzić do 700 woltów na anodzie! Ale to było jego brzmienie – nie chciał z niego rezygnować.”

👉 OBSESJA NA PUNKCIE LICZB

„Stevie miał swoją świętą zasadę – ustawienia potencjometrów zawsze musiały wyglądać tak samo, bez względu na to, jak faktycznie brzmiał wzmacniacz. Żeby uniknąć problemów, czasem delikatnie przekręcałem gałkę głośności pod spodem, tak żeby optycznie wyglądała jak wcześniej. Jeśli ustawiał głośność na 6, a wzmacniacz w danym momencie grał zbyt głośno, to ja delikatnie cofałem pokrętło, ale tak, żeby na skali nadal było „6”. Głośność miał zawsze na 6, wysokie na 5.5, bas na 4. Ale często kręcił gałkami w gitarze."

👉 INSPIRACJE MUZYCZNE

Stevie często rozmawiał o brzmieniu innych gitarzystów. Uwielbiał takich muzyków jak Mike Bloomfield, Hubert Sumlin, Otis Rush, P*e Wee Crayton i Guitar Slim. Podziwiał ich jasne, tnące brzmienie, przypominające Telecastera, choć sam rzadko używał tego modelu. Jednym z wyjątków była sesja nagraniowa do „The House Is Rockin’”, gdzie zagrał na Esquire’a Paula Burlisona, w którym ktoś dodał przetwornik przy gryfie.

👉 PERFEKCYJNIE I GŁOŚNO!

„Grał głośno jak cholera. Nigdy nie dał sobie wmówić, że powinien używać cichszych wzmacniaczy. Na próby do In Step przywieźliśmy 32 wzmacniacze! Był tak wyczulony na brzmienie, że potrafił rzucić słuchawki w środku nagrania i powiedzieć: „Ten mały Gibson na górze coś pierdzi!”. Myślałem, że sobie żartuje, ale kiedy sprawdzałem – miał rację. Słyszał wszystko.” 👂

👉 NIEKOŃCZĄCA SIĘ PODRÓŻ

Czy Stevie znalazł swoje ostateczne brzmienie? Nie. Cały czas szukał nowych możliwości i dążył do perfekcji. Po rzuceniu narkotyków miał jeszcze większą determinację, by rozwijać swój talent. Niestety, jego historia zakończyła się zbyt szybko, ale jego muzyka, pasja do instrumentu i brzmienie do dziś elektryzują fanów i inspirują kolejne pokolenia gitarzystów. 🎶💙

25/02/2025

Nie wiem nawet, czy mogę przypisać sobie zasługę skomponowania „Cliffs of Dover” – tak Eric Johnson mówi o swoim największym hicie, który powstał niemal w mgnieniu oka. Unikalny, aksamitny ton, który uczynił ten utwór klasykiem, nie był dziełem przypadku – to efekt precyzyjnych modyfikacji jego ukochanego Strata „Virginia” z 1954 roku. 🎸

👉 Eric Johnson to gitarzysta, który nie tylko perfekcyjnie opanował technikę gry, ale też doskonale rozumiał swoje instrumenty – do tego stopnia, że modyfikacje jego ulubionego Strata roku stały się kluczowe dla brzmienia, które wyniosło go na szczyt.

🛠 Niektórzy gitarzyści po prostu grają na tym, co mają. Inni idą o krok dalej i dostosowują swoje instrumenty do własnych potrzeb. Eddie Van Halen był znany z majsterkowania przy gitarach – jego Bumblebee, Shark czy Frankenstein, a także wynalezienie systemu D-Tuna do mostków Floyd Rose, to dowody na nieustające eksperymenty. I Eric Johnson to ten sam typ muzyka. Bez zmian, które wprowadził w swoim Fenderze, „Cliffs of Dover” mogło brzmieć zupełnie inaczej – a może nawet nigdy by nie powstało.

Na początku kariery Eric wymienił swojego Gibsona na Strata z 1954 roku. Nazwał go „Virginia” – znalazł kawałek taśmy maskującej z tym imieniem w komorze przetwornika. W latach 50. pracownicy fabryki Fendera często podpisywali swoje dzieła, a Virginia była jedną z pierwszych zatrudnionych przez Leo Fendera.

Gitara miała dwuczęściowy korpus z sasafrasu – drewna, którego Fender używał w pierwszych Stratocasterach – oraz klasyczne dwukolorowe wykończenie sunburst i jednoczęściowy, klonowy gryf. Johnson wymienił przetworniki na single z końcówki lat 50., które miały trochę mocniejszy sygnał, zwłaszcza w pozycji mostkowej. Dodał też potencjometr głośności 500k, podbiło dodatkowo zarówno głośność, jak i wysokie pasmo.

⚙️ Dalsze zmiany obejmowały zeszlifowanie gryfu i zamontowanie większych progów – typowy trend lat 70. i 80. Do tego customowe połączenia układu, które pozwalało kontrolować barwę najmocniejszego z trzech przetworników. Bardzo konkretną zmianą była też modyfikacja mostka.

🤔 Eric nie był jednak zadowolony z głośności i sustainu pierwszej struny E, zwłaszcza przy akordach. Wymienił więc siodełko na blokowe z lat 70. i usunął część metalu ze środkowej części, zastępując go twardym plastikiem. W dalszej kolejności przeszedł na grafitowe siodełka GraphTech, które masowo pojawiły się na świecie dopiero jakiś czas później – co pokazuje, jak bardzo wyprzedzał swoje czasy. Podniósł też wysokość przetwornika od strony wiolinowej, co pomogło wyrównać dynamikę ataku strun i poprawić sustain na wysokich dźwiękach.

🎼„Cliffs of Dover” wyniosło Eric Johnsona na szczyt i trafiło na 16. miejsce listy Greatest Guitar Solos of All Time Guitar Player Magazine, znajdując się między „Crossroads” Erica Claptona a „Purple Rain” Prince’a.

👉 Ale słowa samego kompozytora mogą zaskoczyć: „Nie wiem nawet, czy mogę przypisać sobie zasługę za napisanie ‘Cliffs of Dover’” – powiedział Johnson – „Temat pojawił się po prostu pewnego dnia znikąd. Napisałem to dosłownie w pięć minut. To był trochę prezent z wyższego miejsca, trzeba tylko umieć słuchać i być otwartym na odbiór.”

🎶 Solówka w utworze jest chwalona za „wyjątkowo gustowną grę i powalające brzmienie”. Johnson uzyskał swój ciepły, skrzypcowy ton dzięki kombinacji 100-watowego Marshalla Super Lead, efektu Echoplex Delay i przesteru BK Butler Tube Driver.

💘 Podczas premiery repliki Fendera w 2020 roku Johnson wspominał: „Virginia była jedną z moich ulubionych gitar. To była najważniejsza gitara mojej kariery. Nagrałem na niej mnóstwo rzeczy i objechałem z nią cały świat.”

🎸 Dziś oryginalna Virginia odpoczywa po latach służby, ale jej replika, która zachowuje „magię i duszę” instrumentu, godnie ją zastępuje.

20/02/2025

👉 Krzysztof Misiak obchodzi dziś urodziny - złóżcie łobuzowi życzenia, wypijcie toast za zdrowie, posłuchajcie muzy! 🥳

To gitarowy wolny duch i prawdziwy muzyczny obieżyświat. O jego umiejętnościach, pasji i osiągnięciach w świecie sześciu strun krążą legendy – można usłyszeć je w kuluarach muzycznych festiwali, na warsztatach, a nawet w Teatrze Dramatycznym w Płocku, w którym pełni funkcję kierownika muzycznego. Ale przede wszystkim Krzysztof to człowiek, który udowadnia, że muzyka jest przestrzenią nieograniczonych możliwości. W jego słowach i dźwiękach kryje się niezwykła filozofia gry, którą inspiruje kolejne pokolenia gitarzystów.

🔴 HATE-JAZZ – PRZEWROTNE OBLICZE FUSION

Misiak przewrotnie określa swój styl jako hate-jazz. Jak sam przyznaje: „Trywialnym byłoby określenie love-jazz, zatem przewrotnie określam moją sympatię do tego gatunku jako hate-jazz. A tak naprawdę jest to połączenie dynamiki brzmień rockowych z wyrafinowaniem (szczególnie harmonicznym) muzyki jazzowej”. Nie jest to więc kolejne wcielenie fusion, ale wyraz osobistej wizji i poszukiwania własnego artystycznego języka. Brzmi groźnie? Tak naprawdę wcale nie – wystarczy odsłuchać kilku jego płyt, by przekonać się, że ten „hate” to raczej pełna dystansu i błyskotliwości zabawa konwencją.

🔴 DROGA PRZEZ ZESPOŁY I SCENY

Kariera Krzysztofa ruszyła w 1983 roku, gdy dołączył do formacji Rybie Łości. Kolejne przystanki to m.in. zespoły S.O.S. i Medusa, a w latach 2003–2006 współpraca z Chylińską. Po drodze został liderem 3 Jazz Soldiers (z jazz-rockowym pazurem), współpracował z legendami polskiej sceny (Mietek Jurecki, Wojciech Pilichowski czy Krzysztof Ścierański), a na deser dorzucił jeszcze nazwiska światowej sławy (Jennifer Batten, Steve Vai). Można by rzec – człowiek orkiestra, a przy tym wielokrotnie nagradzany wykładowca i edukator, który z humorem i pasją przekazuje wiedzę młodszym pokoleniom.

🔴 FILOZOFIA GITARY I TWÓRCZY OGIEŃ

Jak odnaleźć własny styl w gąszczu inspiracji? Misiak radzi: „Zachęcam do słuchania każdej, nie tylko gitarowej muzyki. Warto dokonać analizy materiału dźwiękowego i brzmienia, a potem wszystko przepuścić przez własne emocje i umiejętności”. To właśnie ten miks otwartego ucha, dociekliwości i odwagi tworzenia nowego sprawia, że w jego grze nie znajdziemy nudy. Jednocześnie Krzysztof podkreśla, że w zespole liczy się interakcja i wzajemne „nakręcanie się” pomysłami – troszkę jak mecz ping-ponga, gdzie rywale napędzają się kolejnymi zagrywkami.

🔴 TECHNIKA? TAK, ALE Z UMIAREM

Często słyszymy, że Misiak dysponuje „perfekcyjnym opanowaniem instrumentu”. On sam dystansuje się od takiej oceny: „Staram się grać interesująco i odkrywać nowe rzeczy. Wciąż się edukuję, ale daleko mi do co poniektórych wioślarzy... Po prostu warto znać swoje ograniczenia”. Poczucie humoru i pokora w jednym zdaniu. Dla niego kluczowe jest to, aby technika wspomagała muzykalność, a nie ją przytłaczała. Można być mistrzem szybkiej kostki, ale jeśli zabraknie pomysłu na melodię, cała magia znika.

🔴 CODZIENNY TRENING – CZY ABY NA PEWNO?

Kiedy wyobrażamy sobie rasowego gitarzystę, widzimy go spędzającego długie godziny na ćwiczeniach. Tymczasem Krzysztof mówi: „W ogóle nie wygląda. Po prostu gitary są w zasięgu ręki i jeśli czuję taką potrzebę to gram. Nie ćwiczę regularnie, ale za to staram się za wszelką cenę komponować”. Dodaje, że świetnym sposobem na rozwijanie umiejętności jest nauczanie innych – wtedy refleksja nad własnym warsztatem przychodzi zupełnie naturalnie.

🔴 PIĘĆ RAD W PIGUŁCE

Podsumowaniem tej gitarowej przygody są jego złote myśli (które serwowaliśmy Wam już kiedyś, ale to sam sos, więc tak dla przypomnienia):
1️⃣ „Nie chce Ci się, nie ćwicz, nie graj (przerwa w graniu pomaga)”.
2️⃣ „Pamiętaj, muzyka (czy gitara) nie jest najważniejsza w życiu”.
3️⃣ „Staraj się grać lub poznawać to, czego nie umiesz”.
4️⃣ „Pieniądze to nie wszystko”.
5️⃣ „Żyj w zgodzie z własnymi pragnieniami i marzeniami”.

Brzmi wręcz rewolucyjnie, ale wskazuje na niebywały dystans – do muzyki, świata i samego siebie. To właśnie ta mieszanka luzu i wiedzy, klasy i rockowej zadziorności sprawia, że Krzysztof Misiak jest barwnym, inspirującym przewodnikiem w gitarowej podróży.

Jeśli więc szukacie kogoś, kto pokaże Wam, że sześć strun może mieć miliony odsłon, to warto wyruszyć właśnie za nim. Krzyśka jednak nie sposób zaszufladkować – jedni twierdzą, że to jazz, inni że rock, a on sam żartuje, że to „hate-jazz” (bo „love-jazz” byłby zbyt oczywisty). Podobno gdyby zagubił się na muzycznej pustyni, i tak odnalazłby oazę w postaci jakiegoś przyjemnego akordu. Ale to nie żadna magia, tylko wynik ciągłego poszukiwania nowych brzmień i pragnienia, by muzyka wciąż ewoluowała. Dlatego jeśli kiedykolwiek złapiecie się na myśli, że „może czas rzucić tę gitarę”, przypomnijcie sobie, że wystarczy zmienić perspektywę – albo właśnie zagrać coś odrobinę inaczej – żeby w sześciu strunach odnaleźć kolejne nieodkryte światy.

👉 Wszystkiego co w życiu najlepsze Krzychu! 🥳

18/02/2025

🎸🔥 „Kiedy stoisz na scenie ze Stevem Vaiem, musisz opanować emocje i po prostu cieszyć się chwilą.”

👉 Jak Lari Basilio stała się jedną z czołowych instrumentalistek naszych czasów – po drodze dzieląc scenę m.in. z Joe Satrianim, Johnem Petruccim czy Lee Sklarem. Jako artystka Ibaneza opowiada, dlaczego tworzy muzykę instrumentalną, choć rzadko jej słucha, co ją inspiruje i za co kocha swój sygnowany efekt gitarowy...

Gra na gitarze solowej to wieczna walka pomiędzy techniką a melodią. Jeśli gra się zbyt wiele dźwięków, słuchacz może się zgubić. Ale jeśli zabraknie iskry, pomysły mogą się po prostu rozmyć. Każdy gitarzysta musi odnaleźć swój własny styl – a to wymaga czasu, refleksji i poszukiwań. ✨

Brazylijska wirtuozka Lari Basilio dobrze to rozumie. To niezwykły talent – połączenie perfekcyjnej dynamiki, szerokich inspiracji muzycznych i przede wszystkim umiejętności tworzenia zapadających w pamięć melodii do każdego akordu. 🎶

„Za każdym razem, gdy biorę gitarę do ręki, chcę stworzyć coś nowego” – mówi Basilio. „Oczywiście, technika i teoria są ważne w rozwoju, ale to melodie zostają w głowie. To one sprawiają, że utwór jest ciekawy i wpada w ucho.” 👈

👉🎼 BEZCENNE DOŚWIADCZENIA

„Kiedy Joe Satriani dogrywał się do mojego kawałka Glimpse of Light, wymieniliśmy sporo maili i gadaliśmy o brzmieniu. Opowiadał mi, jak lubi, żeby jego gitara brzmiała, i jak podejdzie do solówki. Włożył w to mnóstwo serca. Zawsze staram się uczyć od innych, a Joe to jedna z najbardziej inspirujących osób, jakie można spotkać.”

„Podobnie było z Johnem Petruccim, który dwa lata temu zaprosił mnie do swojego obozu. Spędziłam czas z nim i jego żoną Reną – ona też świetnie gra na gitarze. Miałam też okazję obejrzeć koncert Dream Theater w Tajlandii – brzmienie jego gitar było ogromne!”

„Kiedy stoisz na scenie ze Steve’em Vaiem, musisz opanować emocje i po prostu cieszyć się chwilą. Wszystko dzieje się błyskawicznie. To samo czuję, kiedy do moich nagrań dołączają tacy muzycy jak Vinnie Colaiuta czy Leland Sklar. Ich obecność to dla mnie zaszczyt – to żywe legendy.”

„Uwielbiam słuchać ich historii. Za każdym razem, gdy gramy razem, uczę się czegoś nowego. Oni mają w sobie coś magicznego – cokolwiek zagrają, zawsze brzmi to wyjątkowo.”

🎸🎛️ SPRZĘT

„Właśnie wypuściliśmy czarną wersję mojej sygnatury Ibaneza. Kocham tę gitarę – to jedyny instrument, jakiego potrzebuję. Gram na nim przez wzmacniacz Laney Lionheart – mój ulubiony. Ale kiedy potrzebuję mocniejszego brzmienia, sięgam po Ironhearta – daje świetnie zdefiniowane, cięższe tony.”

„Jeśli chodzi o efekty, to mój Violet distortion od JHS Pedals ma kontrolę nad środkiem pasma przed sekcją przesteru – co jest genialnym sposobem na kształtowanie brzmienia. Josh Scott to prawdziwy geniusz. Powiedziałam mu, że chcę bardziej organiczny przester, opisałam swoje brzmienie i jak ważne są dla mnie środkowe częstotliwości. Efekt końcowy jest niesamowity.” 👍

„Obecnie mam na pedalboardzie dwa Violety. Jeden ustawiony jako distortion, a drugi jako lekki overdrive – tylko delikatnie podkręcony, żeby dodać trochę brudu do partii funkowych.”

🔜💿 NOWY ALBUM

„Mój nowy album Redemption wychodzi jeszcze w tym roku. Najważniejsze dla mnie zawsze były melodie. Myślę, że jestem przede wszystkim melodyjną gitarzystką. Wciąż dojrzewam pod tym względem – podobnie jak w kwestii produkcji. Tym razem chciałam naprawdę nowoczesnego brzmienia.” 🎶

„Ludzie często zapominają, że songwriting to też kwestia ćwiczeń – jak wszystko inne. Łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że gitara to tylko technika, ćwiczenia i teoria. A tak naprawdę najważniejsze jest komponowanie – im więcej piszesz, tym lepiej to robisz. Jeśli za każdym razem, gdy bierzesz gitarę, nagrasz choć jeden pomysł, będziesz się rozwijać, nawet tego nie zauważając.” 🎸

„Szczerze mówiąc, jestem fatalnym słuchaczem – prawie w ogóle nie słucham muzyki instrumentalnej! Nawet nie wiem, czemu ją tworzę. Żartuję! Po prostu to jest to, co naturalnie wychodzi spod moich rąk.”👍

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Warsaw?
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Strona Internetowa

Adres

Warsaw